iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

O Natalce słów kilka... czyli pomóż wyrzucić wilka!

Tytuł Was zaintrygował? To dobrze, bo tak właśnie miało być. Widocznie praca maturalna na temat reklamy i marketingu nie poszła w zapomnienie. Ale nie o to chodzi. Wspomniałam ostatnio, że napiszę Wam o Natalce.

Dziewczynka ma dwa latka, tyle co mój Piotruś. Ma fajnych rodziców, którzy są znajomymi naszych znajomych. Nie znam ich osobiście, ale mam wrażenie, że to wspaniali ludzie. Natalka Staśko mieszka z rodzicami i siostrą w Wieliczce. Mogłabym napisać bajkę o tym, jak Natalka ucieka przed Wilkiem. Ale to nie jest bajka. A ten wilk- to rak.

Rodzice i znajomi robią wszystko, by pomóc dziewczynce. Niestety na to potrzebna jest horendalna kwota 600 000 zł. Nie na lek- ten jest darmowy, ale na dalsze leczenie. I tu odsłania się kolejny absurd naszego kraju, lek jest owszem, ale na tym koniec. Nie można przeprowadzić leczenia do końca, by dziecko wyzdrowiało. Co możecie zrobić? Istnieje strona na FB, na której można kupić różne rzeczy, a pieniądze ze sprzedaży zasilą konto Natalki: https://www.facebook.com/events/281115558727092/?fref=ts, jest też profil Natalki, na którym możecie przeczytać o niej i jej zmaganiach:  https://www.facebook.com/natalka.stasko?fref=ts i tu też są aukcje. Ostatnio do aukcji przyłączył się Rafał Majka i oddał na licytację swoją koszulkę z tegorocznego Tour de France. Kochani, dzieje się, ale to wciąż za mało! Nasi znajomi zorganizowali dla Natalki Garden Party, każdy uczestnik wpłacił wstęp, który również zasili konto Natalii. Niestety nas nie mogło tam być, finansowo również nie możemy pomóc, sami żyjemy od pierwszego do pierwszego. Dlatego przynajmniej tak mogę pomóc, przesyłając dalej apel o pomocy. Może wśród Was znajdzie się ktoś o dobrym sercu, kto wspomoże chorą dwulatkę. Jakąkolwiek kwotą, każdy pieniądz się liczy. Wklejam jeszcze link do bloga znajomej, tam jest więcej na jej temat: http://zonaimama.blogspot.com/2014/07/natalka-ma-prawo-dobrych-wspomnien.html.

Powiecie, że takich dzieci są tysiące. Nie damy rady wszystkim pomóc. Owszem, może nie wszystkim damy radę pomóc. Ale nawet jeśli się nie uda, to przynajmniej próbowaliśmy. Nie zostawiliśmy ich bez pomocy, coś zrobiliśmy w tym kierunku, by im pomóc. To przecież mogły być nasze dzieci! Twoje, moje, twoich znajomych, twojego znienawidzonego szefa. I co wtedy? Też powiesz, że nie wszystkim damy radę pomóc? Dobro do nas wraca. Jakkolwiek to pojmiemy, ono wróci. Kiedyś, w innym momencie życia, kiedyś, kiedy to my będziemy potrzebowali pomocy lub ktoś z naszych bliskich. Ono wróci ze zdwojoną siłą, by nam podziękować.

 

Gorąco zachęcam do pomocy. Zdaję sobie sprawę z sytuacji ludzi w naszym kraju, ale może gdzieś w Polsce jest mała iskierka nadziei o wielkim sercu, może Ty nią jesteś?

Komentarze (0)
Jestem! W blogowym świecie zmartwychwstałam.

Nawet nie wiem od czego zacząć. Nie było mnie tutaj ruski rok, a nawet dłużej. To z powodu dzieci, tak! nie przesłyszałyście się- mam już dwójkę dzieci :) Piotruś urodził się w kwietniu 2012roku. Każda mama małych dzieci wie, co to oznacza i jak trudno się uwolnić choć na chwilę. Nawet teraz schodzę na dół co kilkanaście (ale już nie co kilka) minut. Dlatego nie było mnie tu tyle czasu. Ale jestem! Trwało to tyle czasu, że wydawałoby się, że umarłam ;) Tak więc blogowo zmartwychwstaję od dnia dzisiejszego. I postaram się częściej BYĆ. WITAM Was kochane moje jak po wyjeździe, który nie wiadomo kiedy miał się skończyć. Oczyma wyobraźni widzę, jak się cieszymy w damskiej solidarności i rzucamy się sobie na szyję :) Miłe uczucie. U mnie sporo się wydarzyło, ale nie ma sensu się ze wszystkim rozpisywać. Dzieci (Madzia 4 latka i Piotruś 2 latka) dają mi nieźle popalić i czasem już od rana mam serdecznie dość wszystkiego i wszystkich. Ostatnio podniosło mnie na duchu to, że nie tylko ja mam tak przerąbane. Sąsiadka niedaleko też mówi, że idzie oszaleć, choć ma jedno dziecko na razie. Mówię: znam to, mam to razy dwa! Dlatego pewnie częściej mnie słychać w całej wsi. Bo inaczej, czytaj po dobroci, się nie da. Jak nie krzyknę to można prosić i błagać, a moje pociechy mają to gdzieś. Czasem tylko kary skutkują. Chociaż nie na Młodszego, on ma kompletnie wszystko głęboko w d.. Niby dobrze na potem, nie będzie się przejmował byle czym. Póki co to ja wychodzę z siebie i staję obok. Próbowałam wcześniej napisać, ale nie dało się, albo co chwilę COŚ, albo złośliwość rzeczy martwych, jak np. komputer, który w trakcie przelania myśli na papier się wyłączył.. No cóż, takie życie. Jedyna pociecha to jest to, że moje dzieci są zdrowe. I tu wkradł się smutek- znajomi znajomych mają córeczkę w wieku Piotrusia, u której wykryto Neuroblastomę. Ale o tym opowiem następnym razem. Co jeszcze u mnie słychać? Nie pracuję, zajmuję się dziećmi i domem i czasami mam ochotę uciec w nieznanym kierunku, jak najdalej stąd. Znacie to? Czy tylko ja jestem tak sfrustowaną matką nadającą się niedługo na pojemną białą salę w miejscu z wyściełanymi ścianami? ;)

Moje drogie, obiecuję częściej zaglądać, a teraz Wy napiszcie w skrócie co u Was słychać, bo ja nie zdążę wszystkiego przejrzeć, tyle mam zaległości. Buziaki :) Załączam jeszcze zdjęcie mojej parki, tak na potwierdzenie.

Madzia i Piotruś

Komentarze (3)
Jestem mamą !

Moje drogie, trochę mnie tu nie było, ale muszę się pochwalić, że 26 listopada br. zostałam mamą ślicznej córeczki :) Ma na imię Magdalena. Trochę z przygodami, ale wszystko poszło dobrze. Pojechałam do szpitala, skąd mnie wrócili i kazali przyjechać nazajutrz rano.I musieliśmy gnać o północy samochodem, bo się zaczęło..Madzia urodziła się o 1.20 cała i zdrowa przez cesarskie cięcie, a po 4 dniach wróciłyśmy do domu. Załączam zdjęcie małej :) Sami zobaczcie mojego skarba :)

Nie rozpisuję się, bo nie mam zbyt wiele czasu. Pozdrawiam ;*

 

Komentarze (4)
To już tuż tuż..

Tak moje drogie, już za dwa tygodnie mam termin porodu. Przygotowania ruszyły trochę do przodu. Sprzęt typu wózek itd. pożyczamy, ubranka właściwie mam. Pozostało nam jedynie kupić kilka nowych do lekarza itp. no i pieluszki, butelki, smoczek i te rzeczy typu kosmetyki do kąpieli.Właściwie to jakie są te najpotrzebniejsze? Nie chcę kupować zbędnych, tzn. takich bez których można się obejść.  Musimy ruszyć w końcu na zakupy.. Ech..

Co do mnie, czuję się dobrze, brzuszek nie jest duży, ale usg wykazało, że (odpukać) wszystko jest w porządku. Tylko dzidziuś, prawdopodobnie dziewczynka :) będzie mniejszy. Jakieś 3 kilo. Ważne, że zdrowy.

Teraz czekam tylko na termin zgłoszenia się do szpitala, tzn. skierowanie. Mam nadzieję, że mimo cesarki nie będą nas tam długo trzymać. Już raz leżałam tydzień w szpitalu i myślałam, że zwariuję z nudów. Nie cierpię bezczynności. Ale jeśli trzeba będzie to nic na to nie poradzę...

Dawno nie pisałam, bo zwyczajnie nie było o czym. Teraz może się to powtórzyć z wiadomych powodów. Odezwę się prędzej czy później, trzymajcie za nas kciuki :)

Pozdrawiamy:*

Komentarze (3)
Kłopoty dnia codziennego..

Takiego napiętego dnia jak dziś nie miałam nawet wczoraj, kiedy miałam dzień płaczu o wszystko i o nic. Taki stan ducha w ciąży. Wypłakałam paczkę chusteczek, a i tak kiedy mąż pytał wieczorem o co chodzi o mało się nie rozryczałam. Ale to było wczoraj. A dzisiaj cóż, nie mamy kasy, muszę wykupić receptę, w dodatku zgubiłam gdzieś termin zgłoszenia się do urzędu pracy. Po kolei: Zadzwoniłam tam, ale nie mogą mi powiedzieć kiedy mam termin, bo nie mogą udzielać takiej informacji! Nawet o terminie! Wkurzyłam się jak nie wiem. Na szczęście później znalazłam tą kartkę z terminem. Niestety wtedy są targi pracy.. Wiecie może jak to wygląda? Bo ja jak sobie tylko wyobrażę to mi się płakać chce. Oczyma wyobraźni widzę tych wszystkich pracodawców z ulotkami i mnie z brzuchem w kolejce. I setki par oczu wtapiających się we mnie, a ja czuję się jak debil- co ja tu właściwie robię?- A oni wszyscy z takimi uśmieszkami myślą-co ona myśli? że w ciąży znajdzie pracę? dobre sobie!- nic tylko uciec i się nie pokazywać nawet na oczy. Tak się poniżać i upokarzać tylko po to, żeby nie stracić ubezpieczenia! To nie na moje nerwy. Myślałam nawet o L-4, ale wiadomo, że zwolnienie mimo wszystko kosztuje, nawet jeśli teoretycznie nie kosztuje.

A w związku z kłopotami finansowymi postanowiłam przejrzeć oferty pracy dla ciężarnych (głupota no nie?) i znalazłam (!) wystąpienie w programie tv i sesję zdjęciową ciuchów ciążowych. Ale w Łodzi :((((  I na tym koniec. No po prostu masakra... Zero perspektyw. Nawet jakbym chciała pomóc, to nie mogę. I to też jest wkurzające. Wrrrrrrr...

W dodatku po południu przyszedł rachunek za gaz, wysoki. Jak dla nas, bo nigdy taki nie był. To się rozpoczęła dyskusja o oszczędzaniu. Trzeba będzie jechać do gazowni, bo stwierdziliśmy, że samych "dodatkowych" opłat typu abonament i jakieś tam dwie inne stawki są jakby podrożały o 100% ! Ja wiem, że w tym kraju wszystkiego się można spodziewać i normalnie się tu żyć nie da, ale bez przesady! Wszystko się wali na raz na głowę. Już nie wspomnę o tym, że trzeba będzie z dachem coś zrobić, bo po większym deszczu się leje po kominie, a co za tym idzie, po ścianach. Znowu. Nawet facet miał przyjść zrobić, ale co chwilę leje i nie ma jak obeschnąć żeby mógł na dach wyjść w ogóle. Wygląda na to, że nieszczęścia chodzą nie tylko parami, ale czwórkami nawet. Szkoda gadać... Ale cóż, wyżaliłam się chociaż. Mam nadzieję, że Wy nie macie tylu kłopotów. Jak na jeden dzień to aż za dużo.. Aż się żyć odechciewa czasem. Eh..

W każdym razie miłego wieczoru życzę ;*

Komentarze (0)
Przepis na sezon jesień-zima

Obiecałam i dotrzymam słowa. Obiecałam podać Wam przepis na nalewkę malinową, która jest świetna na przeziębienia. Przykład? W tamtym roku zrobiłam ot tak, na spróbowanie. I kiedy mój mąż brzydko powiem "chyrlał" dosłownie, jakby mu płuca miały wylecieć dałam mu 2 kieliszki nalewki na noc, przed snem. Rano cudownie ozdrowiał, nawet nie zakaszlał. I jak tylko zaczynało go "coś brać" (czyt. grypa) to kurował się nalewką. Ja też profilaktycznie zażywałam tego specyfiku, świetnie rozgrzewa. Dzięki temu przetrwaliśmy zimę bez przeziębienia i grypy. Oczywiście, co za dużo to niezdrowo, więc niech panowie nie traktują tego jak lek na całe zło ;)

 

NALEWKA MALINOWA

Do słoja włożyć 1 kg czystych malin (ja dałam ok. 700-800g, wystarcza), wlać syrop przygotowany w proporcjach: 1 litr wody i 0,75 kg cukru (wcześniej zagotować i odszumować) oraz 0,5 l spirytusu ( ja daję 1 l wódki), szczelnie zamknąć i odstawić na 2 tygodnie w ciepłe, ale nie nasłonecznione miejsce, pamiętając o poruszaniu słojem, aby składniki się dobrze wymieszały. Wyklarowaną nalewkę przefiltrować, rozlać do butelek, zakorkować i przechowywać w chłodnym miejscu. Ten wariant nalewki można wykonać inaczej: 1 kg owoców zalać w słoju 1 l spirytusu, zamknąć i odstawić na miesiąc, a dopiero potem dolać syrop (na 1l szklanka cukru).

 

Ja trochę zmodyfikowałam przepis, co widać w nawiasach, i ze względów ekonomicznych, i przez to, że jak dałam 0,5 l wódki, nalewka była strasznie słodka. Dolałam więc drugie tyle i efekt był świetny: słodka, ale nie za bardzo, a do tego działa! :) Zresztą kto spróbuje, sam się przekona. Niestety nie pamiętam ile butelek mi wyszło z tego przepisu, ale 4 co najmniej.

Udanych i smacznych wyrobów!  Pozdrawiam :)

Komentarze (0)
Przetworowo

Od jakiegoś czasu robię przetwory na zimę. Nie jest to łatwe bo przez powodzie i deszcze wszystko się psuje w ekspresowym tempie. Szkoda gadać. Dlatego robię co mogę, żeby zrobić to, co mam do zrobienia, zanim się zepsuje całkiem. Zrobiłam już ogórki: kiszone, na półsłodko, po żydowsku, konserwowe; sałatki, mizerię, nawet buraczki dzisiaj robiłam.

I muszę powiedzieć, że taka zmęczona jestem, po całym dniu ciągłego chodzenia wte i wewte że się tak wyrażę, że aż czuję w nogach.. Ale to nic, jutro będę jak nowa. No i na razie nie mam już z czego robić przetworów. Ciągle czekam na maliny, ale na razie są zielone.. Coś długo, u rodziców ten sam gatunek, a już jest tyle malin.. Ach.. uwielbiam maliny. Mam nadzieję, że uda się zrobić sporo soków i nalewek. Robiłam nalewkę na spróbowanie w tamtym roku i muszę powiedzieć, że jest świetna na przeziębienie. Mój mąż strasznie kaszlał i jak mu dałam 2 kieliszki na noc, to rano jak ręką odjął! Ja też, odpukać nie chorowałam (tfu tfu, żeby nie zapeszyć).

Tak więc polecam jak najbardziej. Podam Wam przepis jak go znajdę, dzisiaj nie mam siły już szukać.

Pozdrawiam :* i życzę dobrej nocy :)

Komentarze (0)
O urokach bycia w ciąży.

Wcześniejszy wpis miał tytuł "Po długiej przerwie", tymczasem napisałam po jeszcze dłuższej.. Przespałam konkurs i pewnie jeszcze wiele innych rzeczy na iWoman. A już na pewno nie jestem na bieżąco. Powód? Pisałam już o mojej ciąży. Teraz to już piąty miesiąc! :) jak to szybko leci.. Dzidziuś rośnie, wszystko w porządku, a to najważniejsze. Rusza się i kopie.. Niesamowite uczucie. Byłam wczoraj na usg. Mąż wszystko widział: główkę, tułów, kręgosłup, nóżki, rączki. A ja.. no właśnie, ja byłam najbardziej pokrzywdzona, bo nic nie widziałam. Ekran widział tylko lekarz i mój mąż, bo ja musiałam leżeć. Eh... Oczywiście mam wydruk z usg, ale gdzie co jest dokładnie, nie potrafię opisać. No cóż.. Damy radę. Ważne, że wszystko ok.

Trochę duszno bo jest lato. I te temperatury.. ale wolę to, niż deszcz i chłody. Na razie jest dobrze, dostałam kilka ciuchów ciążowych, na dziecko też trochę mam, tylko na chłopca. Ale zobaczymy co będzie. Staram się nie przejmować rzeczami materialnymi. I jak na razie jest dobrze. Oby tak dalej..

Poza tym nawet nie miałam czasu usiąść na dłużej na kompie, cały czas jest coś do zrobienia w domu. A wieczorem mąż siedzi na tych swoich piłkarskich rozgrywkach i jak już wejdę na neta to nie mam ochoty na pisanie. Sprawdzam tylko pocztę, kilka innych stron i już mnie nie ma.

Myślę, że mnie zrozumiecie. Pozdrawiam więc i do następnego :)

Komentarze (5)
Po długiej przerwie..

Nie pisałam długo i przez pracę i przez okoliczności. Trochę się pokomplikowało.. Od początku. Niedawno dowiedziałam się, że zostanę mamą. Powinnam skakać z radości, tymczasem mam pełno obaw. Już się pokomplikowało, przez zdarzenie w pracy dowiedzieli się o ciąży i oczywiście już im potrzebna nie jestem. To umowa zlecenie w dodatku z miesiąca na miesiąc i nic nie mogę zrobić. Pracuję do końca maja, a potem?  No właśnie. Nikt mnie już nie przyjmie, pokój który zaczęliśmy robić będzie stał, a tu musimy go skończyć do listopada bo w tym, w którym teraz śpimy jest w zimie cholernie zimno. Nie wspominając o wyprawce dla dziecka. Mąż pracuje, tak, ale już było ciężko jak nie mogłam znaleźć pracy. A co dopiero teraz będzie.. Strach myśleć. Mówi, żebym się nie przejmowała, ale jak mam się nie przejmować?  Nie wiem, co będzie, jest tyle wydatków.. No i kwestia ubezpieczenia. Gdzie i jak mogę się ubezpieczyć, żeby móc liczyć na jakiekolwiek "macierzyńskie"? Czy w ogóle można je dostać nie pracując? Może znacie jakieś przepisy, cokolwiek co mogłoby pomóc. Nie znam prawa co do tego przypadku, dlatego proszę, jeśli coś wiecie na ten temat, napiszcie. Pozdrawiam serdecznie:*

Komentarze (4)
Równi i równiejsi

Już po fakcie, ale jak zwykle nie miałam kiedy nawet napisać. Przez ten cały pomysł pochówku Pary Prezydenckiej na Wawelu miałam tyle roboty, że nie wiedziałam, w co ręce włożyć. Ale to potem.

Jak się dowiedziałam, że pogrzeb odbędzie się na Wawelu, to się załamałam. Nie tylko dlatego, że przez te "wymysły" już nawet nie wiem kogo przez weekend będzie 100 razy gorzej w pracy niż w Miłosierdzie (którego dla nas nikt nie miał), ale skąd to komuś przyszło do głowy w ogóle??

W radiu podali, że niby dlatego Wawel, że prezydent zginął na służbie itp. No to ja przepraszam bardzo, na służbie zginęła również załoga, piloci, generałowie, funkcjonariusze BOR itd. I jakoś ich nikt na Wawelu nie chce chować! Zbulwersowało mnie to bardzo, bo to kolejny przykład na to, że są równi i równiejsi. Niestety.

Rozumiem też cierpienie rodzin, ale prawda jest taka, że żadnemu z nas nie wypłacą 40 tys. zł ani nie spłacą kredytu. Tak, o tym nie mówią w radiu, ani w telewizji, ale oprócz tych 40 tys. ci, którzy mieli zaciągnięte kredyty, również państwo spłaci w całości. Ja się pytam: gdzie jest sprawiedliwość???

My, choć żyjemy ledwo wiążąc koniec z końcem, nie możemy liczyć na jakiekolwiek wsparcie, musimy sobie jakoś radzić. A takie rodziny, choć mają kasy w brud, to i tak im spłacą kredyty. Dla mnie to jest straszne.

Duchowo współczuję, ale materialnie.. no comment.

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |